Rosyjski lodołamacz

Rosja jako lodołamacz Chin

Putin nie jest szaleńcem

STRESZCZENIE:

Stosując rzymską zasadę „cui bono” wnioskować należy, że jedynym wygranym wojny rosyjsko- ukraińskiej są Chiny, które poprawiają swoją pozycję w starciu z USA. Niezależnie od wyniku tej wojny. Powstaje pytanie czy Chiny, poprzez swe służby inspirowały tę wojnę i czy Putin jest marionetką Xi Jingping’a. Rosja działa jako suworowoski „lodołamacz” dla Chin.

SZCZEGÓŁY:

A więc wojna!

Wojna, która, mimo wszystko zaskoczyła. Zaskoczyła, bo czytając i słuchając wielu mądrych analityków, dało się słyszeć jedną, odmienianą na różne sposoby tezę, że wojny nie będzie, bo nie ma ona sensu dla Rosji: jest zbyt ryzykowna, zbyt droga, nie może Rosji wzmocnić. To wszystko prawda. Oczywiście zdobycie całego terytorium Ukrainy dawałoby Rosji przewagi. Po faktycznym przejęciu kontroli na Białorusi Rosja ma jeden główny kierunek natarcia na Polskę-  znad bagien poleskich, spod Grodna na Warszawę Przejęcie Ukrainy dałoby drugą podstawę operacyjną z Bramy Przemyskiej i Lwowa. Pomocniczym kierunkiem – byłby atak wzdłuż doliny Wisły z Obwodu Kaliningradzkiego. Jednak okupacja całej Ukrainy, w sytuacji całkowitego braku akceptacji dla rosyjskiego reżimu wydaje się bliższa koszmarowi Afganistanu (z lat 80’ XX wieku) – musiałaby generować olbrzymie koszty ludzkie i finansowe. Rosja nie ma na to zasobów.

Powstaje zatem pytanie: dlaczego Putin to zrobił?

Jako przyczyny można wskazać dwie okoliczności: po pierwsze licytował z Ukrainą wysoko i w pewnym momencie nie mógł już się wycofać, by nie stracić twarzy (a może i życia), po drugie – prawdopodobna presja wewnętrznej opozycji była tak duża, że ewentualna odmowa użycia siły wobec Ukrainy mogłaby dla Putina skończyć się tym, że przypadkowo zachłysnąłby się pestką od śliwki czy zjadł nieświeży kawałek mięsa…

Putin szaleńcem nie jest, to niewątpliwie inteligentny, rozumiejący reguły gry zawodnik. Kto zatem mógłbym mieć interes w tym, by postawić go w sytuacji bez wyjścia? Stara, sprawdzająca się w takich okolicznościach rzymska zasada: „cui bono” jest wiarygodną wskazówką. Prześledźmy.

USA

Dla USA konflikt na Ukrainie jest niewygodny. Rosja nie jest dla USA przeciwnikiem, więc jej związanie wojną nie daje Amerykanom realnych korzyści. Wojna na Ukrainie wywołuje natomiast poruszenie w Polsce i krajach bałtyckich. W tych okolicznościach nawet ułomna, dziecinna polska dyplomacja za zrobienie „łaski” zaczyna oczekiwać nieco przychylniejszego spojrzenia na wasala. USA, by nie stracić twarzy, muszą więc, zamiast słownych deklaracji, jednak przeorganizować swoją atencję i nie pozostawić wrażenia (a są obserwowani przez cały świat), że zostawią sojuszników w potrzebie. A to generuje koszty. A pieniędzy w mieszku brak. USA zatem nie miało żadnego interesu w wojnie.

Europa

Żenujące dla wielu, czy będące wręcz przedmiotem żartów reakcje Niemiec (cytat:”jak to jest, że Niemcy chcą karać Polskę za niepraworządność, ale nie chcą karać Rosji za mordowanie cywilów”?), przeżartych sowiecką agenturą i uzależnionych od rosyjskich surowców (vide doskonały artykuł Pawła Droździaka), czy wypowiedzi Pana Macron, który zdaje się wciąż nie zauważać, że jest różnica między Francją dzisiejszą, a z czasów Napoleona Bonaparte – nie pozostawiają złudzeń, ze Europa staje się żetonem w grze, choć w warstwie słownej – wciąż próbuje się udzielać (na „dzielni” mówi się, że „mocny w gębie”). Żeton nie gra właścicielami.

Chiny

Dla Chin, swoją drogą konsekwentnie milczących, każde rozwiązanie w wojnie ukraińsko- rosyjskiej jest korzystne.

Jeśli Rosja wygra i zajmie całą Ukrainę, to po pierwsze zacznie generować zwiększoną atencję USA w Europie Środkowej, a po drugie, mając sama problemy z okupacją Ukrainy uzależni się coraz bardziej od Chin.

Sam fakt wywołania tej wojny przez Putina powoduje, że jedynym odbiorcą niesprzedanych do Europy surowców rosyjskich może być rynek chiński. To skutkuje praktycznie wasalizacją Rosji.

Porażka Rosji w wojnie ukraińskiej – uzależnia ją całkowicie od dobrej woli Chin, które stają się patronem Kremla i decydują o istnieniu lub nieistnieniu kolejnego „cara”.

Dodatkowo, w razie porażki Rosji niewykluczony jest scenariusz częściowego rozpadu tego kraju i  przejęcia wschodniej części (do rzeki Leny) przez Chiny, co dawałoby im wyjście na Ocean Arktyczny, okrążenie Japonii (Sachalin) i wyjście na Pacyfik (o tym pisałem TU).

Kto steruje kukiełką Putinem?

Zakładając słuszność powyższych twierdzeń, niewykluczone jest, że służby chińskie wygenerowały wewnętrzny konflikt o władzę w łonie rosyjskich elit. Z punktu widzenia wojny chińsko- amerykańskiej, korzystne jest osłabianie Zachodu i USA, kierowanie ich atencji do Europy zamiast na Pacyfik. Wspierając zatem opozycję wobec Putina- być może -zmusiły go, by stał się nowym „Hitlerem”, na którego spada odium demona wywołującego wojnę (kto słuchał Wołodię wcześniej – ten zauważy, że mimo starań nasz bohater jest zdenerwowany i niepewny siebie). Prawdziwy architekt zła, podobnie jak w roku 1939 pozostaje w ukryciu. Twarz tego z roku 1939 można podziwiać na zdjęciach z podpisania paktu Ribbentrop- Mołotow (dla niedomyślnych: to ten lekko uśmiechający się wąsacz z tyłu – a dla tych, co kojarzą wąsy z Fuehrerem: przypomnijmy, że Hitlera tam nie było)

Dzisiejszy rozgrywający siedzi w Zakazanym Mieście i czeka. Każde rozwiązanie jest na jego korzyść.

Lodołamacz

Gdy w początku lat 90’ z wypiekami na twarzy połykałem „Lodołamacz” Suworowa, tezy stawiane przez autora, przynajmniej w Polsce, były nowością. Dziś każdy, kto ledwie interesuje się historią wie, że Hitler był kukiełką Stalina, torującą mu drogę do podboju świata. Szczęśliwie dla świata tow. Dżugaszwili nie dał rady. Pytanie czy Cesarz będzie skuteczniejszy?

Jan Smuga

26.02.2022

1 Komentarz do “Rosyjski lodołamaczDodaj twój →

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.